Żywot sensacyjnych wiadomości zwykle bywa krótki. We wtorek 6 marca Giełda Papierów Wartościowych (GPW) ogłosiła chęć odkupienia 71,7% akcji giełdy w Tel Awiwie (TASE), ale ledwie po trzech dniach wydała kolejny komunikat: „Giełda Papierów Wartościowych […] informuje, że GPW uzyskała oficjalną informację, że nie została wybrana przez Tel Aviv Stock Exchange (TASE) do kolejnego etapu rozmów dotyczących zakupu części udziałów w TASE”. Tylko tyle. I nawet prezes warszawskiego parkietu Marek Dietl w rozmowie z dziennikarzami tego samego dnia odmówił komentarza w tej sprawie. Pozostają więc spekulacje.

Prasa, ta niepokorna, która nie przyklaskuje rządowi, nie ma wątpliwości, że bezprecedensowy konflikt polityczny, wywołany przez nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej uniemożliwił dalsze rozmowy. Aczkolwiek, jak donosi Parkiet, który w pełnym tytule brzmi „Gazeta Giełdy i Inwestorów”, a więc jest dobrze zorientowana w sprawach obrotu giełdowego, polska oferta była najkorzystniejsza finansowo. Według informacji Parkietu oraz Rzeczpospolitej, GPW była gotowa wyłożyć na zakup TASE 490 milionów złotych. Brak oficjalnych komentarzy po stronie polskiej – samej GPW czy strony rządowej – sugeruje, że odmowa Izraela ma przede wszystkim charakter polityczny. Wszak inwestycja miała być zrealizowana wspólnie przez GPW, podmiot kontrolowany przez rząd oraz Polski Fundusz Rozwoju, który jest w stu procentach w rękach Skarbu Państwa. Trudno sobie wyobrazić takiego właściciela giełdy, która jest pulsem gospodarki każdego kraju.

Analitycy cytowani przez obie gazety mieli wielkie wątpliwości co do podstaw tej inwestycji. Oba parkiety są giełdami średniego rozmiaru, a na dodatek mało kompatybilne jeśli chodzi o notowane spółki, albowiem na TASE dominują start-upy i firmy technologiczne.

Zarówno zaraz po ogłoszeniu wiadomości o planie zakupu TASE, jak i po spodziewanym fiasku tego przedsięwzięcia, nadal trudno odgadnąć, w co zagrał rząd Mateusza Morawieckiego. O skuteczności negocjacji bardzo często decyduje gruntowne przygotowanie, a wrzucanie oferty tylko po to, by pokazać że się potrafi, niestety jest szkodliwym procederem. Nawet jako element „wielkomocarstwowej” polityki naszego państwa musi spotkać się z komentarzami podmiotów zaangażowanych w ten proces i nie muszą to być miłe oceny. Czy zatem miał to być przekaz partii rządzącej skierowany wyłącznie do własnego elektoratu? Jeśli tak, to kilkudniowa akcja wygląda jak efemeryda, raczej niemożliwa do przebicia się w mediach wystarczająco mocno. Pomogłaby informacja z GPW interpretująca te zdarzenia. Ta, niestety, milczy. Musimy domyślać się sami.

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here