Z jednej strony wolność – chodzi o świętość, czyli drugą poprawkę do konstytucji USA, która daje obywatelom amerykańskim prawo do posiadania i noszenia broni (została uchwalona w 1791 roku). Z drugiej strony bezpieczeństwo – strzelanina w Parkland na Florydzie (siedemnaście ofiar śmiertelnych) była osiemnastym przypadkiem otwarcia ognia z broni palnej w amerykańskiej szkole w tym roku. Tragedia miała miejsce 17 lutego. Nastolatkowie mówią „Dość!”. 

14 marca uczniowie 2800 amerykańskich szkół przez siedemnaście minut protestowali przeciwko przemocy w szkołach. Siedemnaście minut to jak siedemnaście ofiar Nikolasa Cruza, ucznia szkoły w Parkland, który został z niej wydalony dyscyplinarnie. Karabin, z którego strzelał 19-latek kupił legalnie rok wcześniej, zaraz po uzyskaniu pełnoletności. Jeszcze przez trzy lata nie mógłby kupić sobie legalnie butelki piwa, natomiast bez problemu nabył narzędzie do zabijania. I zabił. 

Protestujący uczniowie chcą przede wszystkim czuć się bezpiecznie. W niektórych szkołach wynieśli przed budynki siedemnaście pustych ławek. Mówią, że nie chcą się zastanawiać, czy dzień w szkole będzie ich dniem ostatnim. Są zrozpaczeni, bo słyszą tylko, że ktoś się za nich modli, ale problemu nikt nie załatwia. „How many more?”, „Protect kids, not guns”, „Never again” – transparenty namalowane przez uczniów świadczą o niesamowitej desperacji. Uczniowie zebrali się też przed Trump Tower. Tam wykrzykiwali hasło: „Hey, hey, NRA, how many kids did you kill today” [tłum. Hej, hej, NRA, ile dzieciaków dziś zabiliście?]. I tu dotykamy sedna problemu. NRA (National Riffle Association) to Narodowe Stowarzyszenie Strzeleckie, potężny lobbysta promujący nieograniczony dostęp do broni. NRA pompuje gigantyczne kwoty na konta polityków. Donald Trump bynajmniej nie pogardził trzydziestoma milionami dolarów hojnie przelanych na kampanię od NRA.

Co na to waszyngtońska administracja i sam prezydent? Donald Trump po każdym zamachu mówi, że coś trzeba z tym zrobić. Daje sygnały, że jest na dobrej drodze, żeby zaostrzyć przepisy przynajmniej co do badań psychologicznych. A potem? Mija kilka tygodni i nie dzieje się nic. Pojawiają się też egzotyczne rozwiązania, które dziwią jeszcze bardziej niż bierność. Oto kilka dni po strzelaninie na Florydzie spotkał się z rodzinami i przyjaciółmi ofiar. Co zaproponował? Nie zaostrzenie dostępu do broni, lecz wyposażenie w nią nauczycieli! „Nauczyciel z bronią mógłby bardzo szybko zapobiec atakowi. Mogliby mieć ukryte pistolety. Przechodziliby specjalny trening i nie byłoby już w szkołach stref wolnych od broni. Bo taka strefa w głowie szaleńca staje się obszarem, do którego może wejść i bezkarnie atakować” – stwierdził prezydent. Trzeba tu doprecyzować dwa szczegóły. Pierwszy to fakt, że pomysł, by nauczyciele na lekcjach nosili przy sobie broń podsunęli mu lobbyści z National Riffle Association. Drugi natomiast, że przedstawiciele NRA wzięli udział w tym spotkaniu! To wystarczająco mocny i czytelny sygnał, że szanse w starciu z przemysłem zbrojeniowym nastolatkowie mają bardzo mizerne. A z nimi, cały demokratyczny świat, chcący by było bezpieczniej. Jaką siłę wobec takiego przeciwnika mają uczniowie, skoro w USA z grubsza licząc mieszkańcy tego kraju posiadają w domach około 300 milionów sztuk broni? 

Tymczasem prasa amerykańska rozpisuje się o kompromitacji sekretarz edukacji Betsy DeVos, która w wywiadzie telewizyjnym 15 marca nie potrafiła odpowiedzieć na podstawowe pytania dotyczące amerykańskich szkół. Pani DeVos znana jest z poglądu, że wspieranie prywatnych szkół przez państwo powoduje, że automatycznie podnosi się poziom w szkołach państwowych. „Argument, że zabierając szkołom fundusze podnosimy ich poziom, nie sprawdził się w Michigan, gdzie miała pani ogromny wpływ na kierunek szkolnictwa” – stwierdziła dziennikarka stacji CBS. „Nie chcę mówić o szkołach ogólnie, ponieważ szkoły składają się z pojedynczych uczniów, którzy do nich uczęszczają” – odpowiedziała DeVos. Pytana, czy odwiedziła jakąś szkołę, która ma problemy, szefowa amerykańskiej edukacji odparła: „Świadomie nie odwiedziłam takiej szkoły”. „Może pani powinna?” – zapytała dziennikarka. „Może powinnam” – przyznała DeVos. Na fakt, że młodzież domaga się bardziej restrykcyjnych przepisów dotyczących posiadania broni odparła, że „uczniowie domagają się różnych rzeczy”.

Najwyraźniej trudno będzie uczniom dogadać się z szefową edukacji, skoro ona sama nie widzi problemu. Dialogu społecznego z jej strony raczej nie będzie. Niewykluczone, że pani DeVos podzieli los swego kolegi od spraw zagranicznych, sekretarza stanu Rexa Tillersona, którego niedawno zdymisjonował prezydent. Według prasy w USA żenujący wywiad Betsy DeVos odbił się echem w Białym Domu – oficjalny komunikat stwierdza, że prezydent zajmie się bezpieczeństwem w szkołach. Jak zwykle. Do kolejnego razu, niestety…

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here