25-letni Brazylijczyk Neymar złożył w styczniu pozew przeciw klubowi FC Barcelona żądając 30 milionów euro zaległych (jego zdaniem) wypłat. Klub odpowiedział kontratakiem, jak to w futbolu, domagając się od byłego zawodnika 75 milionów.

Jego transfer w ubiegłym roku z FC Barcelona do Paris Saint Germain za astronomiczną kwotę 222 milionów euro nie tylko ożywił dyskusje na temat „moralności” w sporcie (wspomnijmy transfer Hermana Crespo z Parmy do Lazio za „bulwersującą” wówczas kwotę 56 mln euro, który oburzył papieża Jana Pawła II), ale też znacząco podbił wartość samego piłkarza. Mimo że Brazylijczyk gra w Paryżu od zaledwie siedmiu miesięcy, prasa huczy od plotek, jakoby miał wrócić do Hiszpanii, do Realu Madryt, który podobno gotów jest wysupłać za niego 300 milionów euro. Na razie szef PSG ucina plotki, a Neymar strzela gole dla Francuzów za 38 milionów rocznej pensji. Przy takich kwotach, spór z Barcą o 30 milionów euro wydaje się walką o drobne, tym bardziej że FC Barcelona, kupując piłkarza za 134 miliony, w ciągu czterech lat zarobiła na nim 88 milionów. On sam zarobił na kontrakcie 71 milionów. Najwyraźniej chce wyciągnąć od klubu równą setkę.

Otrzymawszy od Neymara w październiku 2016 roku pozew na 26 milionów zaległej premii za przedłużenie kontraktu (z odsetkami to 30 milionów), FC Barcelona odpowiedziała kontratakiem prawnym: zażądała 9 milionów za szkody spowodowane zerwaniem kontraktu (Barcelona twierdzi, że piłkarz powinien grać w klubie do roku 2021) i wyceniła inne straty na dodatkowe 66 milionów euro. Czyli sięgnęła po negocjacyjną zasadę – otrzymując absurdalne roszczenie, zamiast mówić „nie” wysuń swoje, równie absurdalne. Tylko że Barca podwoiła stawkę. Na 30 milionów odpowiedziała wyceną swoich strat: 75 milionów euro. Jak zatem wyglądać będą negocjacje? Nawet jeśli roszczenia zostaną skompensowane, to po stronie „winien” Neymara dalej widnieć będzie 45 milionów, o które nagle upomina się jego dawny klub. Co wówczas? Barca machnie ręką na takie „drobne”?

Negocjacje z bożyszczami piłkarskiego świata

Kilka lat temu mieliśmy okazję stanąć „twarzą w twarz” z wielką Barcą w negocjacjach, reprezentując naszego klienta. Odpowiedzią klubu na roszczenia płynące z Polski było prychnięcie sygnalizujące oburzenie, wzmocnione lekceważącym stwierdzeniem: „My nie płacimy , to nam płacą – my jesteśmy Barceloną”. Trwająca parę miesięcy walka zakończyła się sukcesem naszego Klienta. Kluczem było wtedy konsekwentne budowanie siły. Jak widać Dawid i Goliat wciąż walczą na różnych arenach. Nasz Klient otrzymał więcej niż się spodziewał i – co bardzo ważne – zachował twarz.

W pojedynku Neymar-Barca, obie strony wydają się mieć podobną siłę. Klub stolicy Katalonii ma pieniądze i sławę, młody piłkarz również. Na tę chwilę. Paradoksalnie jednak zawodnik musi być ostrożny. Konflikt napędza zainteresowanie, a co za tym idzie – pieniądze. Jednak każdy fałszywy ruch, kiepska forma, kontuzja, blamaż w życiu prywatnym i fani odwrócą się od Brazylijczyka, tym bardziej że Barca to marka wspierana nie tylko nazwiskiem Messiego, ale wielu innych. Jeśli więc za długo będą się trzymać w klinczu, kolejne negocjacje na odstąpienie Neymara innemu klubowi odbywać się będą w cieniu niezaspokojonych żalów i roszczeń.

Nie wdając się w dyskusję na temat tego, czym w dzisiejszym świecie jest legalny „handel żywym towarem” (bo to temat na inną publikację) każdemu negocjatorowi przypominamy, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ, a ego nie pomaga, nawet jeśli ma się na nazwisko Neymar.

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here