Sąd przyznał 40 tysięcy złotych odszkodowania za brak chęci na seks

Wielu prawników ma na ten temat inne zdanie, ale według wielu negocjatorów przebieg sądowy to również negocjacje. Oczywiście wyrok jest arbitralny i nie podlega targowaniu, już po jego ogłoszeniu. Przygotowując się jednak do rozprawy dobrze jest być świadomym pewnych kwestii. Jeśli nie odrobi się „pracy domowej”, dopiero kolejna instancja daje możliwość pójścia dalej, a przynajmniej część aktorów tego przedstawienia na kolejnym etapie się zmienia. Zatem – wszystko to co dzieje się od chwili szykowania pozwu, powinno być tratowane jak proces negocjacji. Pozew czy odpowiedź na ów, jest przecież ofertą. Negocjujemy z sędzią jego zgodę na przychylenie się do argumentów strony, a sędzia interpretuje prawo w jego wszystkich warstwach stosownie do tego, jak przeprowadzimy przewód dowodowy. Jakie stosujemy tezy i jakie przytaczamy argumenty na ich poparcie. Bez względu zatem na to, czy konserwatyści postawią stanowcze veto! wobec tego podejścia, im bardziej wrażliwi będziemy na taką strategię, tym więcej będziemy w stanie osiągnąć, także w relacji z drugą stroną. W konsekwencji – popatrzmy na system amerykański – w USA większość spraw w postępowaniu cywilnym w ogóle nie trafia na wokandę. Sędzia tak prowadzi sprawę, żeby strony wynegocjowały porozumienie, a sąd jedynie zaświadcza o jego zaistnieniu. Tym samym strony nie tracą czasu, często oszczędzają pieniądze, a przede wszystkim dzięki temu jest szansa na wzajemność i szacunek nawet bardzo trudnej relacji. Posiadanie wpływu na wynik poprzez odpowiednie negocjacje z drugą stroną powoduje, że retoryka wojenna pt. wygrany/przegrany nie ma już racji bytu. Nie jest to rozstrzygnięcie zerojedynkowe. Rozmawiając jesteśmy w procesie kształtowania swoich wyobrażeń na dany temat, kształtowania rzeczywistości. Mówimy do siebie wzajemnie, a dobry mediator, negocjator, facylitator potrafi wyciągnąć z tego to, co najlepsze. 

Kwestie interpretacji mogą mieć kapitalny wpływ na rozstrzygnięcia, szczególnie w precedensowych sprawach. Otóż co prawda potrzebna była w tej sprawie aż decyzja Sądu Apelacyjnego w Łodzi, ale wyrok Sądu Okręgowego został podtrzymany: 54-letni mężczyzna, który w wyniku wypadku komunikacyjnego stracił chęć do współżycia otrzyma 40 tysięcy złotych rekompensaty. W apelacji sąd uznał, że mężczyzna w tym wieku „nie jest dziarskim młodzieńcem”, ale nie jest też „bardzo starym mężczyzną”, dla którego intymna sfera życia przestała być istotna.

Wszystko zaczęło się od wypadku samochodowego – w auto kierowane przez poszkodowanego wjechał inny kierowca. Oprócz obrażeń ciała poszkodowany doznał urazu psychicznego, którego skutkiem były zaburzenia erekcji. Wizyty u seksuologa okazały się nieskuteczne. Zdesperowany skierował sprawę do sądu, a ten zarządził odszkodowanie w wyżej wymienionej kwocie należne z OC sprawcy wypadku. Firma ubezpieczeniowa odwołała się od wyroku. Linią obrony ubezpieczyciela stała się opinia biegłego sądowego, a konkretnie tzw. test Rorschacha. W opinii firmy jest on przestarzały i niewiarygodny. Argumentację tę Sąd Apelacyjny odrzucił.

Czy ubezpieczyciel mógł wygrać sprawę? W sprawach tak delikatnej natury trudno jest znaleźć argumenty obiektywne i niepodważalne. Poszkodowany twierdził, że przed wypadkiem z jego życiem intymnym wszystko było dobrze, a kłopoty zaczęły się bezpośrednio po wypadku. Firma ubezpieczeniowa nie mogła podważyć takiego argumentu, więc próbowała zanegować – bez skutku – metodę badawczą biegłego. Test Rorschacha, zwany też „testem plam atramentowych” został opracowany niemal sto lat temu przez szwajcarskiego psychoanalityka Hermanna Rorschacha. Nadal jest stosowany jako narzędzie pozwalające odkryć funkcjonowanie emocjonalne człowieka, w szczególności treści nieuświadomione. Sąd Apelacyjny uznał jednak, że test nadal jest wiarygodny i kazał wypłacić odszkodowanie zgodnie z opinią biegłego. Teza, interpretacja, przekonanie, coś za coś – czyste negocjacje!

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here