Popierani przez Kościół związkowcy od lat domagali się zakazu handlu w niedziele. Wszystkie niedziele. Miał to być dzień święty, przeznaczony dla rodziny. A tu prezydent podpisał ustawę, dziurawą jak ser szwajcarski, której głównym celem nie jest zakaz handlu w dzień boży, lecz uderzenie w hipermarkety, centra handlowe i sieci dyskontów. Jednym słowem w kapitał zagraniczny – jak odwet za nieudany atak podatkowy na początku rządów PiS.

Jak nie kijem go to niedzielą, skoro Unia Europejska skrzywiła się na myśl o opodatkowaniu sklepów wielkopowierzchniowych, to Polska, poprawiając swoją negocjacyjną pozycję względem Komisji, postanowiła obciąć hiper- i supermarketowcom obroty. Żeby tego co mają płacić płacili mniej?

Tymczasem wygląda na to, że pomimo obiecanej walki z różnymi nadinterpretacjami, niedopowiedzeniami i innymi nibylandiami prawnymi – niedzielny handel będzie miał się całkiem dobrze. Stacje benzynowe, Orlen przede wszystkim, zacierają ręce i szykują się do przejęcia niedzielnej klienteli oferując znacznie powiększony asortyment spożywczy. Poczta Polska też zamierza skorzystać na handlu w niedzielę, wszak posiada placówki czynne całą dobę, podobno zamierza zwiększyć liczbę tych otwieranych w soboty. Sieci franczyzowe, takie jak Żabka, mogą być otwarte. Zgodnie z ustawą, za ladą może stać właściciel pracujący „we własnym imieniu i na własny rachunek”. W przeciwieństwie do Biedronki i Lidla oraz hipermarketów.

Zarówno Solidarność, jak i Episkopat nie kryli rozczarowania po przyjęciu ustawy przez Sejm w listopadzie 2017 roku. „Ustawa o ograniczeniu handlu w niedzielę nie jest satysfakcjonująca” – stwierdził rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik, dodając jednakże, że „jest krokiem w kierunku odzyskania niedziel wolnych od pracy”.

Ten krok to: dwie niedziele handlowe w miesiącu od 1 marca, jedna handlowa w miesiącu od początku 2019, zaś od 2020 zakaz handlu będzie obowiązywał we wszystkie niedziele z wyjątkiem siedmiu w roku.

Negocjacje ze związkami (głównie z Solidarnością, OPZZ ma bowiem zupełnie inną wizję walki o prawa pracownicze w zakresie niedzielnego handlu, opowiadając się za wyższymi stawkami za pracę w ten dzień i wolność wyboru) wyglądały tak, jakby po drugiej stronie siedział terrorysta trzymający wycelowaną w resort lufę karabinu AK. Powiedzieli, że jeśli ustawą nie obejmie się wszystkich niedziel od pierwszego dnia obowiązywania ustawy – wyjdą na ulice polskich miast w proteście, a dodatkowo nie będą popierać żadnej inicjatywy rządowej, do odwołania. Cóż za piękny przykład fałszywego potencjału sankcji, która nawet w zapowiedziach brzmi jak żart. Strachy na lachy, Solidarność przecież ma o wiele więcej interesów, które realizuje z obecną administracją, by ryzykować swoje świetne relacje z rządem w takiej sprawie. Zatem skoro kałasznikow okazał się być plastikowy, rząd nie uznał swego interlokutora za stronę stawiającą warunki, ale miłego asystenta zbiorowego, którego należy tolerować, jednak trzymać z dala od konfitur.

OPZZ zaczyna już grzmieć, że katalog wyjątków wygląda „imponująco”. Legalnie zrobimy zakupy w cukierni, w piekarni, w kwiaciarni, a także w sklepie z biletami, pamiątkami, prasą, na poczcie… Ciekawe jak to wyjdzie w praktyce. Niedziela nie będzie wolna dla właścicieli – a dobrze im tak, chcieli się dorabiać, niech mają! Nie będzie też wolna dla ich rodzin. Bo oto ustawa przewiduje, że za darmo – czyli nieodpłatnie pomagać właścicielowi może jego najbliższa rodzina. Jakież to romantyczne i wspierające rodzinę… przynajmniej żona, mąż i dzieci spędzą swój święty dzień wolny razem, we własnym, ukochanym sklepie.

Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek. W ten oto sposób rząd dał związkowcom i Kościołowi to, o co obie strony zabiegały – kilka niby-wolnych od handlu niedziel. I po mistrzowsku zrobił to na własnych warunkach. Niepokojąco jednak wygląda cel tego działania. Czy to ma poprawić dobrostan Polaków, dać ich części możliwość chodzenia na wspólne spacery, czy chodzi o to, by zaszkodzić zagranicznym sieciom handlowym? Czy ten sklep pod szyldem dawania pracownikom niedzielnej swobody przyniesie na koniec dnia do naszej wspólnej kasy więcej, mniej, czy tyle samo co przed reformą weekendów? Zobaczymy, na razie jedno jest pewne – po takiej sobocie, w niedzielę zmęczeni handlowcy będą mogli się wreszcie wyspać.

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here