Wladimir Putin próbował wykorzystać spotkanie w poniedziałek 12 lutego z prezydentem Palestyny ​​Mahmudem Abbasem na Kremlu, aby złagodzić napięte stosunki między Palestyńczykami a administracją Trumpa, zamrożone po tym jak Trump ogłosił, że USA zgodzą się, by Jerozolima została stolicą Izraela. Tyle że Palestyńczycy nie chcą negocjować, ani ze Stanami, ani z Izraelem. Zwłaszcza Abbas.

Dlaczego przywódca Rosji stał się przez chwilę ambasadorem amerykańskim? Doskonale wiedział, że Abbas nie ma mandatu na jakiekolwiek rozmowy, ani politycznego, ani społecznego. NO GO – nie ruszymy się ani na centymetr. Jerozolima to miejsce święte dla muzułmanów i jest stolicą Palestyny. Koniec rozmów. Putin mógł sobie więc pozwolić na negocjacyjny gambit – pokazując się jako mąż stanu wiedział, że to pewny blef – Palestyńczycy nie mogą się ugiąć, a ludzie zaczną niebawem protestować do rozlewu krwi włącznie.

Przed rozmowami obaj przywódcy spotkali się z dziennikarzami. Prezydent Rosji powiedział, że rozmawiał telefonicznie z Donaldem Trumpem na temat izraelsko-palestyńskiego procesu pokojowego, oraz że prezydent USA przekazuje prezydentowi Abbasowi „najlepsze życzenia”. Putin dodał: „Wiem, że teraz sytuacja jest daleka od tego, jaką chcielibyśmy, by była. Zawsze wspieraliśmy naród palestyński. Pana spojrzenie na to, co się dzieje, jest dla nas bardzo ważne”.

Słowa prezydenta nie zrobiły najmniejszego wrażenia na Abbasie, który odparł, że „w atmosferze, którą stworzyły działania USA odmawiamy współpracy w jakiejkolwiek formie ze Stanami Zjednoczonymi jako mediatorem, ponieważ nie zgadzamy się z ich polityką”.

Prezydent Abbas nie podejmie żadnych negocjacji – aby dwie strony chciały negocjować, muszą dojść do wniosku, że to im się opłaca, że koszty negocjowania nie są wyższe niż koszty impasu. W przypadku przywódcy Palestyny nie wydaje się realne zbudowanie jakiejkolwiek siły przy stole, przede wszystkim dlatego, że uznanie Jerozolimy za stolicę Izraela jest nie do przyjęcia. Niespodziewana decyzja Trumpa oddala wszelkie nadzieje, by Wschodnia Jerozolima, zajęta przez Izrael podczas wojny sześciodniowej w 1967 roku, stała się stolicą przyszłego państwa palestyńskiego. Poza tym, 82-letni Mahmud Abbas jest w tej chwili zajęty utrzymaniem władzy w Palestynie. Mimo pozornego spokoju, wewnętrzne konflikty pomiędzy prezydencką partią Fatah i opozycyjną partią Hamas powodują, że Państwo Palestyńskie (jako niepodległy organizm polityczny, Palestyna nie jest formalnie uznawana przez Izrael, za to została uznana przez ONZ) nigdy nie było tak słabe. Dla Abbasa koszty impasu będą mniejsze niż negocjacje, które siłą rzeczy wiążą się z ustępstwami, a teraz żądane ustępstwa są pod każdymi warunkami – nie do przyjęcia.

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here