Abdykacja USA z roli gwaranta światowego porządku pokazuje, że rozchodzą się interesy Ameryki i Unii Europejskiej.

Wewnętrznie podzielona i niezdolna do kierunkowego, skutecznego działania Unia Europejska staje się coraz słabszym i coraz bardziej osamotnionym tworem – takie wnioski można wyciągnąć z Konferencji Bezpieczeństwa, która odbyła się w ostatni weekend w Monachium. Wzięło w niej udział ponad pięciuset polityków i ekspertów, w tym dwudziestu szefów państw oraz osiemdziesięciu ministrów obrony i spraw zagranicznych. Głównym tematem konferencji była rola Unii Europejskiej w świecie oraz jej relacje ze Stanami Zjednoczonymi i Rosją.

„Co właściwie znaczy dziś «Zachód»? Donald Trump za nic ma struktury i porozumienia zapewniające przewidywalność postępowania” – pisze wysokonakładowy niemiecki dziennik Tagesspiegel w komentarzu po monachijskim szczycie. W ocenie gazety „w niektórych regionach sytuacja jest bardziej niebezpieczna niż za czasów zimnej wojny. Wtedy znane były wojny zastępcze między sojusznikami ZSRR i USA, ale nie we własnym obozie; dziś w Syrii ostrzeliwują się nawzajem siły sojuszników NATO – turecka armia i wyszkolone przez USA milicje kurdyjskie”.

W podobnym tonie wypowiedział się Frankfurter Allgemeine Zeitung. Gazeta stwierdza, że Europa musi powrócić do decydowania o światowej polityce. Tylko Francja próbuje „zrobić co konieczne, by zyskać większą wiarygodność i zdolność do działania”, natomiast „pozostałe wielkie potęgi europejskie zajmują się same sobą – Londyn coraz bardziej zdaje sobie sprawę z konsekwencji brexitu, w Berlinie [politycy] męczą się z utworzeniem nowego rządu”.

Sytuacja wygląda tak, że podstawowe cele w codziennych negocjacjach – co i jak robić by było bezpieczniej – z  jednej strony (Unii) a z drugiej (USA) zaczynają być rozbieżne. Unia, aby utrzymać pozycję w świecie musi na nowo określić cele, jakie chce osiągnąć w sytuacji,  gdy USA koncentrują się przede wszystkim na polityce wewnętrznej i zacząć działać wspólnotowo. Konieczne jest także, by UE ustaliła, jak wygląda jej negocjacyjne „muszę osiągnąć / muszę uniknąć”. W jaki sposób coraz bardziej podzielona Europa zareaguje na ewentualną wielką wojnę na Bliskim Wschodzie? Co jeśli Korea Północna lub Iran sięgną po broń atomową? Gdzie Wspólnota Europejska będzie szukać partnerów i sojuszników, skoro amerykański gwarant rezygnuje z roli opiekuna i sojusznika? Co należy położyć na negocjacyjny stół, by Trump ze swoim protekcjonizmem przestał zachowywać się jak obrażony delfin, ale powiedział, o jakie pieniądze mu chodzi. Bo że chodzi mu o pieniądze a nie o idee, to wiemy. Raz za razem karci kraje NATO za niewywiązywanie się ze zobowiązania do wydawania minimum 2% swojego PKB na obronność. Czy eskalowanie niezadowolenia i budząca konsternację dezynwoltura nakłoni starające się dotąd za wszelką cenę o bycie pacyfistycznym i przyjaznym krajem Niemcy do otworzenia się na sygnały płynące z USA?

Obserwowanie, jak po kryzysie sprzed dekady ekonomia światowa potrzebuje kolejnego katharsis, które niebezpiecznie nabiera kształtu konfliktu zbrojnego to jak oglądanie serialu, którego scenariusz piszą sami aktorzy. Nie mamy wrażenia, że leci z nami pilot, niestety.

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here