Stosunki polsko-ukraińskie dawno nie były w tak krytycznym stanie jak obecnie, nie mówiąc o ogólnej atmosferze międzynarodowej wokół Polski w związku z ustawą o Instytucie Pamięci Narodowej. Świat oskarża Polskę, że chce karać za mówienie o szmalcownikach, Kijów ma za złe przyjęte w tejże ustawie kary za negowanie zbrodni ukraińskich. W tej sytuacji Kijów podrzuca Warszawie byłego prezydenta Gruzji i byłego gubernatora Odessy Michaiła Saakaszwilego, zajadłego wroga rządu ukraińskiego. Taki przedwalentynkowy prezent.

Dla Polski to bardzo kłopotliwa sytuacja. Saakaszwili, były przyjaciel prezydenta Petra Poroszenki jest teraz jego największym wrogiem. Tuż po przylocie do Warszawy 12 lutego, Saakaszwili powiedział licznie zgromadzonym dziennikarzom, że Ukrainą rządzą bandyci, i że on sam wznieci w kraju rewolucję. Jego obecność na pewno nie pomoże i tak lodowatym stosunkom polsko-ukraińskim. Deportacja z powrotem na Ukrainę raczej nie wchodzi w grę – Saakaszwili może przebywać legalnie w Polsce i swobodnie poruszać się po krajach Unii Europejskiej, ponieważ jest bezpaństwowcem pozbawionym obywatelstwa zarówno ukraińskiego, jak i gruzińskiego. Należy przypomnieć, że Saakaszwili uchodził za przyjaciela prezydenta Lecha Kaczyńskiego, z tego powodu rząd naraziłby się na krytykę we własnym obozie, gdyby odesłał go z powrotem. Jak pamiętamy, jako jeden z nielicznych bohatersko przedarł się przez wulkaniczną mgłę spowijającą Europę w dniu pogrzebu Lecha i Marii Kaczyńskich, i na lata stał się symbolem skuteczności i lojalności politycznej. Deportacja do Gruzji, gdzie były prezydent został ostatnio skazany zaocznie na trzy lata więzienia za „nadużycia władzy”, też byłaby odebrana fatalnie.

Nie ulega wątpliwości, że ten niechciany gość musi mieć jakieś polityczne poparcie. W kuluarach sejmowych mówi się o negocjacjach, które przeprowadziła z Jarosławem Kaczyńskim delegacja dyplomatów USA, która niedawno gościła w Polsce. Co zatem obiecano rządowi w zamian za zaopiekowanie się niechcianym politykiem?

W pewnym sensie Kijów sam pozbył się problemu w postaci niesfornego opozycjonisty, przerzucając go na barki Polski. Wszystko zgodnie z prawem międzynarodowym. W ubiegłym roku Saakaszwili nielegalnie przekroczył granicę polsko-ukraińską i mimo że początkowo władze w Kijowie przymykały oko na jego poczynania, w końcu zdecydowały się odesłać go do kraju, z którego nielegalnie przybył.

Gruzińska Ukraina

Trudno powiedzieć, jakie będą konsekwencje pobytu Saakaszwilego w Polsce; to zależy od niego samego, na ile aktywnie i w jaki sposób będzie kontynuował wojnę podjazdową z Poroszenką. Sam deklaruje, iż będzie jeździł po Unii Europejskiej, uświadamiając polityków i społeczeństwa żyjące w niewiedzy, jak bardzo zdeprawowany jest rząd w Kijowie. Patrząc na to z boku, mimo że pewnie nie jest to jego motywacją, takie turnée jest bardzo na rękę Putinowi. Administracja moskiewska może robić czarny PR Kijowowi rękami byłego gruzińskiego prezydenta. Aż się nie chce wierzyć, że Amerykanie starali się uwić Saakaszwilemu wygodne gniazdo wypadowe nad Wisłą, robiąc tym samym przysługę Putinowi. Nie chcąc popadać w modne ostatnio teorie spiskowe, zadajemy pytanie negocjacyjne – co w zamian za przyjęcie Gruzina od Kijowa otrzymali Polacy, albo co otrzymali od Saakaszwilego? Czy premier Morawiecki ma jakiś pomysł na ciąg dalszy tej wolnościowej epopei, czy poradzi Saakaszwilemu, by jak najszybciej opuścił teren Polski? Jeżeli ten ruch ze strony Ukrainy to rewanż za ustawę o IPN i „zbrodnie ukraińskie”, to zobaczymy jak szybko to kukułcze jajo zgnije i gdzie zacznie najbardziej śmierdzieć.

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here