Podpisanie przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawy o zakazie handlu w niedziele przykryło medialnie inny podpis złożony na innym akcie prawnym w postaci ustawy tego samego dnia, 30 stycznia 2018 roku. Wedle nowej ustawy dotyczącej ograniczenia sprzedaży alkoholu, samorządy mają odtąd prawo wprowadzenia limitu zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych (w tym alkoholu do 4,5%, a więc również piwa). Na dodatek władza lokalna będzie mogła ograniczyć sprzedaż alkoholu między godz. 22 a 6 rano. Nowe regulacje wprowadzają zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych, za wyjątkiem miejsc do tego przeznaczonych. Dotychczasowe przepisy mówiły o zakazie picia w konkretnych miejscach, np. w parkach i na ulicach.

To, że gminy mają możliwość nie znaczy, że z niej skorzystają, aczkolwiek, jak donosi prasa powołując się na Państwową Agencję Problemów Alkoholowych (PAPA), pojawiają się sygnały od samorządów, że zamierzają wprowadzić ograniczenia na swoim terenie. Sopot walczył o tę możliwość od wielu lat. Mieszkańcy mieli dość pijanych 24 h na dobę. 

Faktyczne ograniczenia będą ciekawym testem na wpływ lub jego brak, miejscowych nacisków na władze. W tym konflikcie samorządy będą miały przeciw sobie dwóch oponentów: sprzedawców i branżę alkoholową. Ta ostatnia niczego nie zwojowała w Sejmie, albowiem za ustawą głosowało 246 posłów, przeciw było 161, a 20 wstrzymało się od głosu, co z kolei odpowiada układowi sił w izbie niższej parlamentu. „Polacy i tak kupią alkohol, tyle że w szarej strefie, bez kontroli tego, co tam sprzedają i bez opodatkowania” – pesymistycznie stwierdził poseł Nowoczesnej Mirosław Suchoń. Z kolei Ryszard Wilczyński z PO stwierdził całkiem patetycznie, że „miejsca publiczne są częścią naszych małych ojczyzn, mieszkańcy mają prawo do miejsc, w których spotykają się i mogą czuć się swobodnie, również z przysłowiowym piwkiem. Na takie rozwiązania czekają wspólnoty lokalne, młodzież, dorośli, sąsiedzi, seniorzy”. Swoją drogą to ciekawe, że poseł PO dba o to, by młodzież miała nieograniczony dostęp do „przysłowiowego piwka”. Wolność gospodarcza ponad wszystko? A koszty społeczne? Czy Skandynawowie się mylą, od lat trzymając się bardzo dużych restrykcji na handel procentami? Ustawa o wychowaniu w trzeźwości wyznacza ramy. Natomiast rzeczywistość skrzeczy. Ci wszyscy, którzy uważają, że „alkohol jest dla ludzi” muszą widzieć destrukcję, jaką czyni społecznie nieograniczony dostęp do tej używki. Liczba osób uzależnionych w Polsce to około 800 000! Osoby pijące szkodliwie, to wg PAPA nawet 7% naszej populacji (czyli nawet 2,3 miliona osób). A to jeszcze nie jest najbardziej szokująca statystyka. Najgorsze są liczby, które wiążą się z tym zjawiskiem w otoczeniu – otóż: ofiary przemocy domowej w rodzinach z problemem alkoholowym to 2/3 osób dorosłych i 2/3 dzieci z tych rodzin czyli około 2 miliony osób: dorosłych i dzieci! Te liczby są tak zatrważające, że każde działanie, które mogłoby w jakikolwiek sposób wpłynąć na ograniczanie tych tragedii, osobistych, rodzinnych, społecznych powinno być pielęgnowane i popierane przez wszystkie siły polityczne.  

Jest jednak mało prawdopodobne, by ustawa ograniczająca sprzedaż alkoholu radykalnie zmieniła obroty branży. Na dobrą sprawę ustawa nie tyle ogranicza, co daje możliwość ograniczenia, a to nie to samo. Zaczną toczyć się rozliczne negocjacje na poziomie gmin z właścicielami sklepów, i to nie tylko tych otwartych 24/7. Każda strona bowiem ma swoje racje. Podatki nie rosną na grządkach, trzeba je wypracować. Gmina będzie mogła także ustalić maksymalną liczbę koncesji na sprzedaż alkoholu dla sołectw, dzielnic w miastach czy osiedli. Jeśli jednak w jakiejś miejscowości zabraknie nocnego legalnego, natychmiast pojawi się dawno niewidziana meta. Byłby to dość dziwny powrót do przeszłości, ale życie nie znosi próżni. I gospodarka też.

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here