Mija rok odkąd największym mocarstwem świata rządzi Donald Trump. Podczas kampanii wyborczej jak szermierz szpadą, kandydat Trump wymachiwał groźbą „potrójnego koszmaru”, którym miało być: wybudowanie muru (za pieniądze Meksyku), deportowanie trzech milionów meksykańskich imigrantów oraz nowa albo mocno zmieniona umowa o wolnym handlu w Ameryce Północnej (NAFTA – trójstronna umowa pomiędzy USA, Kanadą i Meksykiem). Co pozostało z zapowiedzi? „Było dużo strachu i paniki, ale dla większości ludzi tak naprawdę nie zmieniło się nic” – napisał ostatnio The New York Times. Meksykanie jeżdżą do Stanów, pracują i wysyłają pieniądze rodzinom w kraju. Bank centralny Meksyku oszacował przekazy na rekordowe ponad 26 miliardów dolarów w okresie styczeń – listopad 2017 roku, obroty handlowe rosną,  a muru jak nie było, tak nie ma. Prezydent Meksyku Enrique Pena Nieto jasno postawił sprawę rok temu: jego kraj za mur nie zapłaci ani centa. Co prawda w ostatnich dniach Donald Trump, w ramach polityki uprawianej poprzez Twittera ogłosił, że Meksyk zapłaci za mur pośrednio poprzez modyfikację umowy NAFTA, ale czy tak się stanie?

 

Z wewnątrz Białego Domu rozeszła się plotka, że pierwszy rok miał być „rokiem rozbiegowym”, ale zaraz od początku drugiego zacznie się dziać. Jeśli to prawda, to Trump, który uwielbia mówić o sobie, że jest najskuteczniejszym negocjatorem jakiego nosiła amerykańska ziemia, otworzy pola negocjacyjne na praktycznie wszystkich frontach.

Jeśli do tej pory skuteczność prezydenta Trumpa mierzy się liczbą wzniesionych wobec ludzi, procesów, procedur czy rozwiązań murów, to pierwszy ze swoich postulatów już wykonał, z nawiązką. Efektem tak prowadzonej polityki jest drżenie na myśl o tym, jaki tweet wyskoczy tego dnia z gardła najpotężniejszego polityka na świecie. Nieprzewidywalność przy stole negocjacyjnym to standard, nie możemy zakładać, że stanie się to, co sądzimy że się stanie. Jednak w tym przypadku to coś więcej niż nieprzewidywalność, to nieracjonalność, a brak hamulców własnych przy tak wielkiej sile, jaką posiada prezydent USA, to ogromny znak zapytania.

W tym sporze strona meksykańska nie wchodzi w polemikę z administracją waszyngtońską w sprawie gróźb dotyczących muru i restrykcji praw imigrantów. Nie zawsze konieczne jest podejmowanie prób, aby zmienić stanowisko drugiej strony. W tym przypadku władze meksykańskie weszłyby w jałowe dyskusje, których efekt i tak byłby nie do przewidzenia. Korzystają z faktu, że Donald Trump co chwila staje się głównym bohaterem dużo bardziej kłopotliwych i ważniejszych dla niego afer, zdecydowanie większych niż graniczny mur.

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here