Spór wokół kolejki na Kasprowy Wierch to klasyczny przykład konfliktu pomiędzy biznesem a polityką. Chodzi oczywiście o pieniądze – Tatrzański Park Narodowy, a więc de facto Skarb Państwa, domaga się od Polskich Kolei Linowych, prywatnego operatora kolejki zarejestrowanego w Luksemburgu, ponad dwóch milionów złotych zaległych opłat z tytułu dzierżawy gruntów pod kolejką. PKL odpowiadają, że płacą w Polsce wystarczająco dużo podatków, w tym również do kasy TPN-u, a co za tym idzie uznają roszczenia za bezzasadne, i utrzymują, że prawo służebności terenów zostało zagwarantowane przez państwo w chwili gdy kolejka powstawała, czyli 60 lat temu. W sporze chodzi również, a może przede wszystkim, o politykę – podczas kampanii wyborczej w 2015 roku czołowi politycy PiS, w tym Jarosław Kaczyński, obiecywali, że kolejka na Kasprowy Wierch wróci w „polskie ręce”.

Podczas spotkania z PKL 16 stycznia, dyrektor TPN Szymon Ziobrowski zażądał 2 milionów złotych zaległych od 2012 roku opłat (odkąd TPN uzyskał prawo użytkowania gruntu i jego gospodarowania) i wyznaczył 15-dniowy termin płatności, domagając się demontażu kolejki w przypadku braku zapłaty. Prezes PKL Janusz Ryś powiedział, że żądań nie spełni oraz że oczekuje spotkania mediacyjnego. 15 marca obie strony mają spotkać się podczas mediacji, by konflikt uregulować polubownie.

PKL przeszły w ręce międzynarodowego funduszu Mid Europa Partners w 2013 roku w wyniku prywatyzacji. Ówczesny właściciel, Polskie Koleje Państwowe sprzedały firmę za 215 milionów złotych. Obecnie koleją na Kasprowy zarządza luksemburska spółka Altura, która zapowiedziała wprowadzenie PKL na warszawską giełdę. Od czasu prywatyzacji politycy i samorządowcy regularnie podgrzewają atmosferę w kwestii pobierania opłat za tereny pod koleją.

Układ sił w tym konflikcie jest bardzo ciekawy. Wygląda na to, że w świetle prawa PKL mają zagwarantowaną służebność terenów na mocy przedwojennych przepisów. Na dodatek, co podkreśla prezes Janusz Ryś, nie istnieją jasne regulacje dotyczące zasad przebiegu kolei linowych nad cudzym gruntem, więc argumenty w sporze leżą po stronie PKL. Mimo to firma „chce się dogadać”: spór z państwem zaszkodzi wycenie i sprzedaży akcji w ofercie publicznej. Jako przyszła spółka giełdowa nie może być uwikłana w jakiekolwiek konflikty. Z kolei cel TPN-u jasno przedstawił dyrektor Parku w wywiadzie dla TVN (31 stycznia): „Byłoby lepiej gdyby PKL był zarządzany przez jednostkę publiczną, bo wtedy nadrzędnym interesem nie jest osiąganie zysków, jak to mamy w tym momencie, tylko inne wartości”. Wygląda na to, że TPN wraz z tatrzańskimi samorządami chce przejąć kolejkę, a żądania zaległości stanowią część tego planu.

Obie strony budują obecnie swoją siłę negocjacyjną. Bez wątpienia mają wspólny cel: właściciel PKL chce sprzedać firmę, Skarb Państwa chce ją kupić. Przy czym, o ile motywy sprzedawcy do wejścia w tę transakcję są czysto biznesowe, o tyle kupujący chce nabyć nie tyle przedsiębiorstwo, co „część naszego historycznego dorobku”, jak powiedział Jarosław Kaczyński podczas kampanii wyborczej.

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here