O kilka słów za dużo – maybachy dla o. Rydzyka od bezdomnego

Negocjacje to słowa. Niewiele więcej. Dodatkowo trochę mowy ciała, czy jakichś sygnałów mimicznych. Negocjator zatem powinien mówić właśnie tyle, ile należy powiedzieć. Nie za dużo, nie za mało. Dokładnie tyle, ile trzeba – w danym momencie. O tej zasadzie zapomniał redemptorysta o. Tadeusz Rydzyk, szef medialnego imperium, prowadzący liczne fundacje, na ogół – bardzo skuteczny negocjator.

„Akurat ten samochód, nie wiecie o tym, dostaliśmy od bezdomnego. Tak. Przyjechał bezdomny i dał nam dwa samochody. Pan Stanisław z Warszawy. Niestety zmarł”. Chodziło o dwa luksusowe samochody marki Maybach, produkowane przez Daimlera – używana limuzyna to wydatek ok. pół miliona złotych.

Cytat ten pochodzi z programu „W naszej rodzinie” nadanego w Telewizji Trwam w sierpniu 2016 roku. Bezdomny miał kupić samochody z pieniędzy wygranych na loterii. O sprawie bezdomnego, pana Stanisława, pisała toruńska Gazeta Wyborcza już w roku 2012. Fragment tego programu od stycznia tego roku jest przebojem internetu, a sprawą zainteresował się poseł Nowoczesnej, Paweł Szłapka. Wysłał pismo do Centralnego Biura Antykorupcyjnego, zaś CBA przesłało sprawę do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. „Musimy się dowiedzieć, kim był ten człowiek i czy rzeczywiście istniał. Czy został odprowadzony podatek od darowizny?” – napisał poseł Szłapka na swoim profilu FB.

Ok, ale mówienie zarówno prawdy, jak i kłamstwa – to również słowa. I tu zaczyna się nasza kolejna wędrówka po negocjacjach z opinią publiczną. Jakaś część tejże zwizualizuje sobie tę scenę, kiedy to święty pan Stanisław wygrywa miliony, kupuje dwa maybachy, przekazuje redemptoryście i umiera spełniony. Inni ludzie stwierdzą, że coś tu trzeszczy w tej historii. Dopóki nie zostaną sprawdzone i przekazane opinii publicznej fakty, każdy będzie trzymał się swojej wersji. Opinie są nienegocjowalne.

Jeśli o. Rydzyk nie wymyślił sobie Stanisława, jakże świętego w swoich czynach, to czy przypadkiem nie oddał kilkudziesięciu kilogramów jakiegoś cennego kruszcu w zamian za wędrujące relikwie dobroczyńcy, niczym Chrobry na zrębach polskiego chrześcijaństwa. Dobrze byłoby uhonorować pana Stanisława jakąś nagrodą – może tablicą upamiętniającą ten bohaterski czyn. Nie dość, że wydał pewnie ze dwa miliony na ten prezent, to wiedział, jaka marka aut jest ulubioną Ojcu Dyrektorowi.

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here