Nie, nie chodzi o aplikację, dzięki której zamawiamy samochód z kierowcą, lecz o przyszłość motoryzacji – samochody jeżdżące bez kierowcy. A więc o naprawdę wielkie pieniądze.

Google poprzez swoją spółkę Alphabet od lat pracuje nad autonomicznymi pojazdami. Podobnie Uber – pod koniec roku jego spółka Advanced Technologies Group ogłosiła, że tego typu auta mają już na koncie ponad milion mil (1,6 miliona km). Walka toczy się na całego, a w tym konflikcie chodzi o kradzież technologii.

W sierpniu 2017 roku Uber ogłosił przejęcie za 680 milionów dolarów spółki Otto, która pracuje nad autonomicznymi ciężarówkami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że założycielem 7-miesięcznego wówczas start-upu jest Anthony Levandowski, były inżynier w Waymo, spółki zależnej od Alphabeta, czyli od Google’a. Levandowski pracował w Waymo nad pojazdami autonomicznymi. Oczywiście.

W lutym Google złożył pozew przeciw Uberowi o kradzież informacji handlowych domagając się prawie dwóch miliardów dolarów odszkodowania. Według prawników Google’a, Levandowski odchodząc z Waymo wyniósł kilkanaście tysięcy stron dokumentów, a skradzione technologie przekazał Uberowi po przejęciu Otto. Sprawę jednak zakończono polubownie po zaledwie kilku dniach procesu. Czyli jak to zwykle w sporach w USA, około 80% wszystkich sporów rozstrzyganych jest poprzez negocjacje i nigdy nie wchodzi na wokandę. Zawarto ugodę opiewającą na kwotę znacznie skromniejszą niż początkowe żądania Google’a – 245 milionów dolarów, płatną w akcjach Ubera.

Zgodnie z dobrymi zasadami Google wykorzystał okazję negocjacyjną. Mimo że jest  o wiele silniejszy niż Uber, nie traktuje swojego młodszego kolegi protekcjonalnie. Podszedł do tego systemowo, chciał pokazać jakimi środkami dysponuje, żądając astronomicznej kwoty 1,9 miliarda dolarów odszkodowania, by ugodzić się w taki sposób, w jaki mu zależało, czyli powiększyć swój udział w Uberze, którego zresztą już jest akcjonariuszem (niewielkim, ale zawsze). Wszystko w sytuacji, gdy, po pierwsze, Uber ogłosił wejście na giełdę w przyszłym roku, a po drugie, właśnie pozyskał 1,2 miliarda dolarów dzięki sprzedaży akcji japońskiemu konglomeratowi SoftBank. Google liczy więc na dobry zysk ze zwyżki akcji przed debiutem giełdowym konkurenta w 2019 roku, ale też wzmacnia swój nabytek swoim w nim udziałem. Nie ma bowiem nic lepszego niż stworzenie platformy wspólnych korzyści. W szczególności tak korzystnych korzyści jak przyszłość transportu na świecie.

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here