Konflikt można próbować rozwiązywać na różne sposoby. Na przykład odłożyć go na później. Wiele osób tak robi. Niczego taka bierność  nie załatwi, ale zawsze da czas na refleksję, a może samo jakoś się rozstrzygnie? Można ustąpić pola – to potrafi każdy. Można się spierać, przekonywać – a nuż jedna ze stron się zmęczy i odpuści. Można też załatwić sprawę mieczem, jak Aleksander Macedoński, który nie chcąc się biedzić z rozwiązywaniem węzła gordyjskiego sięgnął po broń i przeciął go jednym, porządnym i zdecydowanym cięciem. Po tę metodę, wzorem greckiego wojownika, sięgnęła dyrektorka i właścicielka zarazem prywatnego przedszkola w Gdyni.

Dwie Zosie i Zuzia na razie chorują, mają zwolnienie do przyszłego poniedziałku, ale do przedszkola Montessori w Gdyni już nie wrócą. Powód? Właścicielka w trybie natychmiastowym rozwiązała umowę z ich rodzicami z powodu „działania na szkodę” placówki. Szkodą było to, że dwadzieścioro rodziców dzieci z przedszkola założyło grupę na Facebooku, do której zresztą zaprosiło szefową placówki, aby wymieniać się uwagami na temat funkcjonowania przedszkola. Planowali przygotować listę postulatów, które zamierzali przedstawić dyrekcji. Zdaniem rodziców standard placówki zaczął się obniżać między innymi z powodu coraz liczniejszych klas. Pani dyrektor uznała tę inicjatywę za zamach stanu. Wypowiedziała trzy umowy, po czym przyjęła czwórkę innych dzieci.

„Właścicielka Niepublicznego Przedszkola Montessori nr 1 w Gdyni powołała się na odpowiedni zapis umowy, który daje prawo do rozwiązania umowy w trybie natychmiastowym i rozwiązała umowę” – wyjaśniła radca prawny reprezentująca dyrektorkę, cytowana przez Gazetę Wyborczą Trójmiasto.

„Metoda Montessori zakłada, że dziecko najlepiej rozwija się we wspierającym środowisku współpracujących ze sobą ludzi. To zobowiązanie także dla rodziców. Niemądrze byłoby iść tą metodą na bagnety”. Tak stwierdziła Emilia Polnau-Wrzesińska, prezes Stowarzyszenia Oświatowego Montessori.

Cóż, pani dyrektor nie uznaje, iż konflikt można rozwiązać negocjacjami. Nie dała sobie i rodzicom szansy, by tak się stało. Rodzice być może też nie uznali, że zaproszenie pani dyrektor do nie-wirtualnej dyskusji jest lepsze niż różnie się kojarzące akcje internetowe. To może być różnica w metodyce, może różnica pokoleń. Wszelkie różnice może jednak zniwelować komunikacja negocjacyjna. Przez chwilę chociaż stajemy się partnerami w rozmowie, patrzymy sobie w oczy i wiemy co dalej. Nawet jeśli nie zadziała, wiemy że spróbowaliśmy. A to już naprawdę dużo.

Sprawą zainteresował się gdyński magistrat, który zaprosił rodziców – nomen omen – na rozmowy do Wydziału Edukacji.

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here