Grupa rodziców dorosłych dzieci z niepełnosprawnościami nie zamierza opuszczać Sejmu. Na jednym z głównych korytarzy rozłożyli koce i śpiwory, pod oknami ustawili wózki inwalidzkie sensu swojego żywota, jak mówią o dekadach już opieki nad swoimi dziećmi. Tak jest od środy. W Sejmie spędzili pierwszą noc – na podłodze spali, a w zasadzie próbowali spać, rodzice, opiekunowie i dzieci. „Pierwsza noc minęła nam ciężko. Prawie nie spaliśmy. Były zapalone światła i zimno, bo włączono jakiś nawiew” – powiedziała dziennikarzowi Gazety Wyborczej Iwona Hartwich, liderka protestu, mama 23-letniego Kuby z porażeniem mózgowym. Przedstawiciele ministerstwa rodziny, pracy i polityki społecznej odmawiają rozmów w Sejmie i proponują je odbyć w Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog”, ale 18 protestujących osób nie chce opuścić gmachu przy ulicy Wiejskiej. 

Widać, że strona społeczna szykuje się do negocjacji. To nie pierwszy ich protest w sprawie poprawy sytuacji finansowej osób z niepełnosprawnościami. Co na to strona rządowa? 

Wczoraj wieczorem posłanka Nowoczesnej Joanna Scheuring-Wielgus – to ona pomogła protestującym wejść do Sejmu – przyniosła karimaty i poduszki. Agnieszka Ścigaj z Kukiz’15 dała słodycze. „Z PiS odwiedził nas na razie tylko poseł Arkadiusz Mularczyk. Obiecał, że nie będziemy musieli jak poprzednim razem leżeć w Sejmie przez 17 dni. Załatwił też zupę dla dzieci” – powiedziała Wyborczej Iwona Hartwich.

Postulaty protestujących liczą dwa punkty. Po pierwsze chcą 500 zł miesięcznie dodatku rehabilitacyjnego dla niepełnosprawnych dzieci po ukończeniu 18. roku życia. Po drugie, zrównania renty socjalnej z najniższą rentą z ZUS. W 2014 roku podczas analogicznego protestu przez ponad dwa tygodnie 30 osób koczowało w Sejmie domagając się waloryzacji zasiłku pielęgnacyjnego. Otrzymali ją. 

Z punktu widzenia budowania siły negocjacyjnej, nie ma chyba nic bardziej skłaniającego do akceptacji postulatów protestujących, jak pokazywany w mediach obrazek przedstawiający obsługiwanie na korytarzu sejmowym osoby nie mogącej zrobić tego wszystkiego samej. Karmienie, przebieranie, wyprowadzanie do toalety, sadzanie, podnoszenie itd.  Na oczach opinii publicznej dzieje się życie tych ludzi. Chcąc nie chcąc, weszliśmy w ich życie codzienne i oni weszli w nasze. 

Politycy nie mogą być obojętni. Przestrzegamy opozycję, by nie kuła na tym nieszczęściu własnego oręża w kolejnym konflikcie z rządem. W takich sprawach powinny zebrać się wszystkie powołane do tego komisje i wspólnie opracować rozwiązanie tego klinczu. Nareszcie pani wicepremier ds. społecznych Beata Szydło będzie miała szansę pokierowania rozwiązywaniem tego problemu. To wręcz idealny casus dla pani premier, która po oddaniu teki premiera nie pokazuje się nam od tej bardzo zajętej strony. 

Każdy dzień protestu to wizerunkowa katastrofa dla rządu. Za to umiejętne jego rozwiązanie może być świetną platformą do budowania dalszej retoryki państwa opiekuńczego, socjalnie wrażliwego, pochylającego się nad najbardziej potrzebującymi. Z całą pewnością nie będzie to łatwe. Uczestnicy nie chcą rozmawiać z minister Rafalską, bo osobiście nie zbudowała swojej negocjacyjnej siły. Jak powiedziała w Sejmie Iwona Hartwich: „Były wspólne protesty z panią Elżbietą Rafalską, gdzie stała z nami ramię w ramię na protestach i obiecała pomóc, jak dojdą do władzy. To wszystko już było”. Dlatego domagają się przybycia osób, które według nich są zdolne do podjęcia decyzji w ich sprawie. Jak długo zatem będą czekać?

Obyśmy nie stali się świadkami niepełnosprawności sejmu.

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here