Jakakolwiek komunikacja wiąże się z przekazem, świadomym i nieświadomym. Słowa, tembr głosu, mimika, swoboda czy błysk w oku – z tego budowane są sygnały. Każda żywa jednostka je wysyła. Świat zwierząt dzięki sygnałom rozpoznaje świat. Nasza uważność często jest przytępiona, nikt nas niestety nie uczy, żeby nie wytracać tego, co dzieci mają w sobie naturalnie. Dzieci wiedzą co widzą i wierzą w to co czują. Nie potrafią komunikować tego sprawnie, ale czytają sygnały. Potem uczymy się najróżniejszych sztuczności, nakładamy maski, wierzymy w kłamstwa. 

Natura wyposażyła kobiety w większe umiejętności czytania sygnałów, często nazywane jest to intuicją. Mikroekspresja czyli mimika to, zgodnie z tym co opracował przez kilka dekad swoich fascynujących badań Silvan Tomkins, egzemplifikacja naszego stanu wewnętrznego. Niezwykłe jest uświadomienie sobie, że 70% mięśni naszej twarzy nie spełnia żadnych innych funkcji poza ekspresją emocji! 

Dlatego – interpretacja gestu zniecierpliwienia albo zadowolenia powinna uzupełniać to, co słyszymy w przekazie. Nie interpretujmy sygnałów niewerbalnych w oderwaniu od sytuacji, słów. Za dużo tam założeń i taniego psychologizowania, a co za tym idzie – błędów. 

Sygnały płynące z obozu rządzącego na temat środowego „raportu technicznego” o przyczynach katastrofy smoleńskiej przedstawione przez Antoniego Macierewicza pokazują, że nawet przyjazne mu dotąd środowiska przestały dawać wiarę w jego kolejne rewelacje.

To była uczta dla wrażliwych na sygnały. Sam prezes PiS Jarosław Kaczyński, który podczas kolejnych „miesięcznic” smoleńskich przypominał, że „jesteśmy coraz bliżej prawdy” zorientował się, że paliwo smoleńskie się wypaliło: nowych dowodów nie ma i nie będzie, zaś „miesięcznice” zamiast podwyższać, obniżały słupki poparcia. Podczas obchodów ósmej rocznicy katastrofy, gdy dziękował osobom, które mu co miesiąc towarzyszyły, wymienił byłego ministra obrony narodowej i podziękował mu za „wiele lat bardzo ciężkiej pracy, wiele eksperymentów udanych i nieudanych, wiele hipotez potwierdzonych i niepotwierdzonych”. Wybrzmiało…, że Szef ogłasza istnienie nieudanych eksperymentów i niepotwierdzonych hipotez. Sygnał jest jasny – smoleńska podkomisja utworzona po wyborach w 2015 roku nie jest nieomylna i wygląda na to, że nie wniosła niczego nowego od roku 2011, gdy przedstawiony został tzw. raport komisji Laska.

Kolejny sygnał przyszedł z mediów sprzyjających władzy. Otóż telewizja publiczna niespecjalnie zainteresowała się nawet konferencją prasową Antoniego Macierewicza! Dla TVP Info ważniejszym tematem do relacji było kolejne posiedzenie komisji ds. Amber Gold, natomiast Wiadomości poświęciły konferencji krótką informację, w której nie przedstawiono tez raportu. Wniosek ten sam jak wyżej: temat wybuchów i bomb termobarycznych należy uznać za zamknięty. Oczywiście do chwili konieczności ogłoszenia rezurekcji tego wątku, żeby pobudzić tę część elektoratu do boju. 

Wreszcie samo określenie „raport techniczny” wydaje się karkołomnym wybiegiem lingwistycznym, świadczącym o braku jakichkolwiek nowych elementów. Antoni Macierewicz tłumaczył, że dokument dotyczy „technicznych aspektów tej tragedii”, a więc nie jest raportem końcowym. Ten powstanie w późniejszym czasie. Albo i nie. Bo jak wierzyć na słowo byłemu ministrowi MON skoro dwa lata temu mówił, że „wkrótce ujawnimy nowe nagrania załogi tupolewa, które dotąd nie były znane”, a nagrań nie ma do dziś.

Pokrętnych wypowiedzi nie brakowało podczas prezentacji raportu. „Nie sądzę, żeby ktokolwiek z członków komisji wypowiadał się na temat zamachu, ani też w materiale filmowym […] nie było ani słowa na temat zamachu” – powiedział Macierewicz. Interpretacja tylko tego zdania pozwala z wielkim prawdopodobieństwem postawić tezę, że w smoleńską teorię spiskową nie wierzą już nawet jej twórcy. A bez wiary, mimika pokaże to jak na tacy. 

Piszemy o katastrofie smoleńskiej dlatego, że jest to z naszego, negocjacyjnego punktu widzenia tak nieodpowiedni kaliber w politycznej walce o rząd dusz, że chyba bardziej okrutnego nie dałoby się wymyślić. Po ośmiu latach, zamiast z czcią i szacunkiem wspominać tę tragedię, jednocząc się wokół śmierci tak znamienitych postaci, sama nazwa Smoleńsk antagonizuje do tego stopnia, że ludzie gotowi są na najgorsze słowa i czyny, by bronić swoich racji. Tylko że tu nie ma innej racji poza racją śmierci. Najboleśniejszym wydarzeniem w życiu. Argument, który kiedyś padł z ust szeregowego sympatyka PiS podczas debaty politycznej na tematy zupełnie inne – „Smoleńsk się już stał, to teraz trzeba go wykorzystać do zgnojenia PO” – pokazuje jedno – na nienawiści wyrośnie tylko nienawiść. 

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here