Polska kontra reszta świata.

Nowelizacja ustawy o IPN wywołała największy kryzys w polityce zagranicznej rządów PiS tej kadencji, a być może nawet całej dyplomacji od 1989 roku. Spirala zdarzeń wokół nowelizacji ustawy o IPN, przegłosowanej 26 stycznia w Sejmie i w ekspresowym tempie w Senacie w nocy z 31 stycznia na 1 lutego spowodowała, że Polska ma przeciw sobie światowe media, co oznacza jej wizerunkową klęskę. Co ważniejsze, krajowi grozi bardzo realny i ostry konflikt dyplomatyczny z USA i z Izraelem. Stwierdzenie Jarosława Gowina, że „zostaliśmy uwikłani w duży konflikt międzynarodowy” (wywiad dla TVN z 1 lutego) jest z jednej strony przyznaniem, że problem istnieje, z drugiej zaś nieudolną próbą przerzucenia odpowiedzialności na bliżej nieokreślone „siły zewnętrzne”.

W założeniach nowelizacji chodziło o karanie za, notabene często pojawiające się w mediach światowych, stwierdzenie o „polskich obozach śmierci”. Fatalnego zwrotu użył sam prezydent Barack Obama w 2012 roku, za co natychmiast gorąco przeprosił. Władza jednak zarządziła inaczej. „Polskie obozy” wypadły z noweli i zostały zastąpione zapisem o karze grzywny lub więzienia do lat trzech dla każdego „kto publicznie i wbrew faktom przypisuje polskiemu narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne”.

Ciekawym aspektem wydaje się żywot nowelizacji. Została złożona w Sejmie… w połowie 2016 roku i nie można powiedzieć, że leżała tam sobie spokojnie. Środowiska naukowe, w tym Centrum Badań nad Zagładą Żydów (podległe Polskiej Akademii Nauk), natychmiast poddały projekt krytyce za nieprecyzyjną formułę „ochrony dobrego imienia”, która „może być interpretowana w zależności od aktualnych potrzeb ustawodawcy i reprezentujących go organów ścigania”. Dlaczego po półtorarocznej drzemce nowela nagle pojawiła się na obradach Sejmu „w przeddzień” obchodów rocznicowych upamiętniających wyzwolenie gniazda zła – Auschwitz, by zostać błyskawicznie przegłosowaną w Senacie mimo światowej burzy, którą wywołało sejmowe głosowanie? Co władza chciała w ten sposób uzyskać? Dlaczego wyciągnęła ustawę, która, co było wiadomo od półtora roku, wywoła protesty środowisk żydowskich?

Stosunki międzynarodowe to obszar szczególnych negocjacji, które wymagają niezwykłej uważności wobec wszystkich potencjalnych interesariuszy. W przypadku nowelizacji ustawy o IPN trudno przypuszczać, że świadomym celem było wywołanie międzynarodowego konfliktu, w szczególności ze Stanami Zjednoczonymi, jednym z ostatnich partnerów, z którym rząd polski nie jest skłócony. Niewiarygodne wydaje się też, by nowy rząd Mateusza Morawieckiego celowo uprawiał politykę destabilizacji skoro powstał po to, by stabilizację w relacjach międzynarodowych właśnie przywrócić. Czy wyjaśnieniem jest zatem sam charakter sprawowania władzy poprzez konfrontację, walkę i konflikt?

Wydaje się, że tak. Dobry negocjator poradziłby władzy, by przed głosowaniem w sposób jasny i dokładny wyjaśniła cele działań, wytłumaczyła ich przyczyny, oraz przekazała dlaczego potrzebne są ustawy w takim brzmieniu. Wskazałby, że propozycje muszą wynikać z wymienionych wcześniej, precyzyjnie uzasadnionych powodów.

Co z ochroną dyplomatyczną? Czy prowadzona przez jakikolwiek MSZ polityka poradziłaby sobie z takim kryzysem? Post factum – absolutnie nie. Rząd jednak, świadomie czy nie, wybrał drogę konfrontacji. W tym kontekście, zapewnienia ministra Gowina, że „ważne jest to, by jak najszybciej dojść do porozumienia z Izraelem” brzmią niewiarygodnie, zaś stwierdzenie polskiego MSZ z 1 lutego, że nowelizacja to „prace legislacyjne nad rozwiązaniami prawnymi chroniącymi prawdę historyczną”, brzmi jak zaklinanie rzeczywistości. Kolejny ruch należy do prezydenta. Intencje obozu rządzącego być może staną się jaśniejsze. Prezydent ma przed sobą kolejną próbę. Część opinii publicznej zdaje sobie sprawę, że rodzina Pierwszej Damy ma korzenie żydowskie, więc Prezydent powinien mieć, przynajmniej teoretycznie, zwiększoną wrażliwość w tym temacie. PRYNCYPIA I OPINIE SĄ NIENEGOCJOWALNE. Współistnienie religii katolickiej i żydowskiej przez wiele wieków daje nam mandat do bycia obiektywnym. Czy politycy są w stanie udźwignąć ten ciężar?

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here