Nawet dwie strony konfliktu mogą mieć problem, by się porozumieć. Przy większej ilości interesów, większej liczbie negocjatorów potrzebne są koalicje. Ale co, gdy wszyscy biją się ze wszystkimi – jak w Syrii?

Powiedzieć, że Syrią rządzi chaos to nic nie powiedzieć. Doszło do sytuacji, w której strzelają do siebie wszystkie strony zaangażowane w trwającą już siedem lat wojnę. Dlatego, mimo że prowadzona na terenie jednego kraju, swoimi politycznymi mackami sięga wszystkich niemal kierunków. Trudno więc nadal traktować ją jako wojnę domową.

Zaczęła Turcja, atakując w połowie stycznia Kurdów w rejonie miasta Afrin. Kurdów popiera rząd USA, który co prawda nie podniósł ręki na swego sojusznika z NATO, ale za to wojska amerykańskie zablokowały armii tureckiej dostęp do innej enklawy kurdyjskiej wokół miast Manbidź. W tym czasie Syrię zaatakował z powietrza Izrael, a konkretnie miejsca, w których znajdują się siły irańskie – w odwecie za zestrzelenie przez Iran izraelskiego drona nad terytorium Izraela. Iran obecny jest w Syrii, ponieważ chce stworzyć korytarz, aby zaopatrywać libański Hezbollach, który Iran popiera.

W sytuacji kompletnego chaosu doszło do wydarzenia bez precedensu: na początku lutego agencje podały, że we wschodniej Syrii wojska amerykańskie – lotnictwo i artyleria – zniszczyły duży odział milicji wiernej prezydentowi Baszarowi al-Asadowi. Kilka dni później na rosyjskich i ukraińskich serwerach pojawiły się filmy i zdjęcia z dowodami, że ofiarą nie był oddział prorządowej milicji syryjskiej, lecz… rosyjskich najemników. Moskwa, która popiera Asada i walczy po jego stronie w niebywałej skali, nie zareagowała, przynajmniej oficjalnie. Mówi się, że zginęło od kilkudziesięciu do kilkuset żołnierzy. Jak na razie Władimir Putin milczy na ten temat. Najemnicy to zresztą kiepski temat do międzynarodowych rozważań. Można ich nazwać bezpaństwowcami, kiedy najważniejsze co nimi kieruje to ręka płatnika, jednakże w tej sytuacji wskazuje się na oddział powiązany wprost z wojskami rosyjskimi.

Sytuacja w Syrii całkowicie wymknęła się spod kontroli. Co gorsze, nic nie wskazuje na to, by którakolwiek strona konfliktu miała chęć wyciągnąć rękę do negocjacji pokojowych. Dramat cywilów nikogo już nie porusza. Każda tragedia w Europie czy USA pociągająca za sobą nawet jeden żywot ludzki to powód do przesyłania międzypaństwowych kondolencji. Tutaj umierają tysiące – nikt nie chce siadać do negocjacji, kiedy jest jeszcze tyle do udowodnienia. Tylko komu? – spyta błąkające się pod ostrzałem między gruzami osierocone dziecko.

Przemysł zbrojeniowy finansujący impas negocjacyjny ma się świetnie. Ceny akcji firm tej branży stale rosną. To współkonstruuje dobrobyt na wielu kierunkach, w wielu krajach. Czy zdajemy sobie sprawę z tego paradoksu oglądając doniesienia z frontu?

 

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here