Nie górnik w Workucie ani kłusownik w Kenii – najbardziej niebezpiecznym zawodem świata jest kandydat w wyborach w Meksyku. Już ponad trzydzieści osób – kandydatów w meksykańskich ogólnokrajowych wyborach, które odbędą się 1 lipca – straciło życie w wyniku działań grup przestępczych, przyznał na początku marca minister spraw wewnętrznych Meksyku Alfonso Navarrete Prida. I wiele wskazuje, że ta prawdziwa fala terroru poprzedzająca lipcowe głosowanie na prezydenta, na posłów w parlamencie ogólnokrajowym oraz parlamentach regionalnych, a także na gubernatorów stanów oraz burmistrzów, nie zmniejszy się aż do rozstrzygnięć. 

W ostatnich dniach grudnia 2017 roku w porachunkach karteli narkotykowych zginął kandydat na mera miasta Tomatlan. Został zastrzelony przed swoim domem przez nieznanego napastnika. To jeden z wielu przykładów na bezlitosną walkę o wpływy polityczne przed wyborami. Kartele walczą o kontrolę na swoim terenie, eliminując każdego niewygodnego kandydata do władzy. Według niemieckiej agencji DPA, kontrolę nad stanami Jalisco, Michoacan i Veracruz chce przejąć niedawno powstały Kartel Nowego Pokolenia z Jalisco (CJNG), którego rywalami są kartel Rycerzy Templariuszy i kartel Los Zetas. Na czele CJNG stoi Nemesio Oseguera Cervantes („El Mencho”), jeden z najbardziej poszukiwanych w Meksyku baronów narkotykowych.

Z pistoletem przy głowie się nie negocjuje. Śmiałkowie albo robią to, co każe im mafia, albo giną. Technika mniejszego zła, czyli pozorny wybór, bo tylko jedna z proponowanych opcji jest rzeczywistą opcją. Druga to samobójstwo. Totalny etyczny impas. Można tylko współczuć rodzinom ofiar i podziwiać odwagę tych, którzy życiem płacą za próby zmiany sytuacji w kraju. Tylko że ich bohaterstwo na nic się zdaje, niestety. Meksyk cierpi podwójnie – z jednej strony skorumpowane państwo nie jest w stanie bronić swych obywateli, z drugiej zaś nie ma co liczyć na pomoc wielkiego sąsiada z północy. Jeśli Kolumbia poradziła sobie z bossem narkotykowym Pablo Escobarem i nadal, jako tako, walczy z kartelami, to tylko dzięki pomocy Stanów Zjednoczonych. Obecna polityka prezydenta Trumpa wobec Meksyku nie pozostawia ani złudzeń, ani nadziei. Owszem DEA działa, lecz nie są to działania systemowe w celu wyeliminowania procederu jako takiego, ale obrona strony amerykańskiej przed zalewem narkotyków ze strony Meksyku. To tak, jakby zawzięcie leczyć zęby i otyłość dzieci wydając miliony i angażując w to tysiące ludzi, jednocześnie karmiąc je wyłącznie cukierkami. Wynik?

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here