Gdy w negocjacjach strony widzą, że ich propozycje są bardzo od siebie oddalone i grozi im impas (w najlepszym razie) lub zerwanie negocjacji (w najgorszym przypadku), warto zastosować technikę zmniejszania dystansu. Szanse na porozumienie nadal pozostają ograniczone, aczkolwiek w takiej sytuacji podkreśla się to co wspólne, i przedstawia kwestie, co do których panuje zgoda. W takiej atmosferze premier Mateusz Morawiecki udaje się dziś na rozmowy do Berlina.

„Współpraca na niwie gospodarczej i handlowej kwitnie, Polska jest jednym z najważniejszych partnerów dla Niemiec. Również Niemcy są naszym kluczowym partnerem handlowym” – stwierdził szef rządu. „Nasze relacje są dobre, ale w wielu sprawach liczymy na lepsze rozwiązania” – powiedział ze swej strony wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański. Pytany w wywiadzie dla Dziennika Gazety Prawnej o nowe otwarcie we wzajemnych stosunkach odparł, że oba kraje „nie potrzebują żadnych dramatycznych zwrotów i całkiem nowych otwarć”.

Pani kanclerz wypowiadała się w podobnym tonie. Według niej relacje polsko-niemieckie są „stabilne”, nawet jeśli istnieją „rozbieżności w niektórych kwestiach”. W nagranym i opublikowanym 10 lutego oświadczeniu powiedziała: „Żeby nie mieszać się w sprawy polskiego ustawodawstwa, jako kanclerz Niemiec chcę tylko powiedzieć, że jako Niemcy ponosimy odpowiedzialność za wydarzenia, do których doszło podczas Holokaustu, podczas Szoah, za czasów narodowego socjalizmu”.

Powyższe koncyliacyjne stwierdzenia podsycają nadzieję na lepszą przyszłość, co nie zmienia faktu, że obecny stan to prawdziwa epoka lodowcowa i trudno przypuszczać, że któraś ze stron ustąpi w kwestiach zapalnych. A tych nie brakuje.

Niemcy domagają się od Polski europejskiej solidarności w kwestii przyjmowania uchodźców, co dla rządu PiS jest nie do przyjęcia. Władze Niemiec, tak jak większość państw Unii Europejskiej, wyrażają obawy co do przestrzegania praworządności w Polsce po reformach sądownictwa. Kolejnym tematem jest spór wokół gazociągu Nordstream 2. Berlin uważa jego budowę za przedsięwzięcie czysto biznesowe, zaś Warszawa twierdzi, że to projekt polityczny szkodzący Polsce, a także Ukrainie. Tym samym wspierający Putina. I wreszcie kwestia reparacji wojennych – polski rząd twierdzi, że ofiary niemieckiej okupacji nie otrzymały należnych odszkodowań. W wywiadzie dla Die Welt premier zwrócił się do dziennikarza: „Czy wie pan, jaka część sumy wszystkich odszkodowań za pracę przymusową i eksperymenty medyczne przypadła polskim obywatelom? Jeden procent! Krajowi, który bardziej wycierpiał niż na przykład Francja, która pod postacią reżimu Vichy kolaborowała z III Rzeszą”.

Zmniejszanie dystansu będzie, siłą rzeczy, przebiegało niezmiernie boleśnie. Mimo że pani kanclerz jest wytrawnym dyplomatą i wie, że powściągliwość w mówieniu idzie w sukurs skuteczności w robieniu, to jednak polska dyplomacja ma inne wytyczne – chcemy deklaracji, chcemy ustępstw, chcemy krwi. W jaki sposób nasi negocjatorzy wpłyną na możliwość przymknięcia oka na dzielące nas różnice? Nie mają szans – my będziemy mówić, a oni będą robić swoje. Czyli – będzie jak dotychczas – z szabelką na czołgi tylko pióra w skrzydłach furkoczą!

TWÓJ KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here